Salone del Mobile Milano

Swój tegoroczny wyjazd na targi w Mediolanie podsumuję następująco: chaos, brak przygotowania, gigantyczne odciski  na stopach, ale żeby nie było tak pesymistycznie –  i masę inspiracji. Odkąd pamiętam, marzyłam  żeby pojechać na Salone del Mobile di Milano. Marzenie spełniłam w tym roku, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym czuła się tym w pełni usatysfakcjonowana. Dlaczego? Ponieważ kompletnie nie byłam gotowa na to, co zastałam na targach. W skrócie – nie przygotowałam się do realizacji jednego z moich największych marzeń. Wstyd i hańba, ale skupiłam się na tak wielu elementach podróży, które okalały targi wnętrz, że zupełnie zapomniałam o przeczytaniu w jaki sposób się po nich poruszać i ile czasu na to przeznaczyć. Wynika to w dużej mierze z faktu, że absolutnie fascynuje mnie to, co nowe, nieznane. Po prostu kocham niespodzianki i taką niespodziankę podejrzewam chciałam sobie podświadomie zaserwować. Przewrotnie, jak to w życiu bywa, przez kompletną ignorancję, tę niespodziankę sobie zepsułam.

Czego zabrakło podczas przygotowań na targi wnętrz?

Głowy – tak, to chyba główny element odpowiedzialny za całe zajście. Ale po kolei.

Bilet lotniczy kupiony, hotel zamówiony, taksówki „ogarnięte”, pieniądze wymienione i wydawało mi się, że nic więcej do szczęścia nie trzeba. Ale czy ktoś dostrzega tu pewien drobny brakujący element? Targi w Mediolanie wymagają bardzo dużej organizacji, opracowania planu działania i zabrania ze sobą dobrego aparatu fotograficznego i będę to powtarzała niczym mantrę. Ale o tym, dowiedziałam się niestety po fakcie. Co więcej, swoją wizytę na targach zaplanowałam na sobotę, mając pełną świadomość tego, że w tym czasie zastanę morze ludzi. Jednocześnie z tyłu głowy miałam, że aby zdążyć na samolot, muszę wyjść z targów około 15:00. Założyłam, że koło godziny 10 rano będę na miejscu, co daje mi łącznie 5 pełnych godzin zwiedzania. Na miejsce dotarłam o 11. Dobre, naprawdę dobre.

Na swoje usprawiedliwienie

Cóż mogę rzec… Salone del Mobile Milano odbyło się w centrum targowym Fieramilano, zlokalizowanym na granicy miast Rho i Pero. (Zerknij na plan metra, którym dotrzesz na targi wnętrz w Rho Fieramilano.) Ten teren obejmuje aż 8 budynków o łącznej powierzchni 345 000 m²  i 60 000 m²  powierzchni zewnętrznej, co sprawia że jest jednym z największych centrów na świecie. Warto zaznaczyć, że każdy z budynków podzielony jest na dwa odrębne sektory, a do tego dochodzą dodatkowe kondygnacje w przypadku dwóch budynków. Nie wypada nie wspomnieć również o pierdyliardzie knajp, jadłodajni, kawiarni i restauracji. Domyślasz się już dlaczego biegałam od boxu do boxu z wywalonym jęzorem, próbując zrobić zdjęcia moim 3-letnim telefonem i frustrując się faktem, że nie mam bladego pojęcia gdzie tak właściwie się znajduję? Aż się wstydzę, że piszę to publicznie, ale może wyciągniesz z mojej bolesnej lekcji jakieś nauki na kolejny rok.

Sekcje i rozplanowanie stoisk

Mapka salone del Milano 2-min
 

8 wspomnianych przeze mnie budynków, podzielonych zostało tematycznie na:

  • Design
  • xLux
  • Classic
  • International lighting exhibition
  • Workspace exhibition

Oraz  dodatkowe sektory:

  • A joyful sens at work
  • DeLightFul
  • Classic – tradition In the future

 

Roztargnienie nie pomaga

Jak się pewnie domyślasz, rozdawali mapki czy też plan „kampusu”, ale w ferworze podniecenia, tysięcy ludzi wokół, kompletnej dezorientacji, wrzuciłam ją na szybko „gdzieś” do plecaka. A ponieważ to plecak należący do kobiety, podobnie jak torebka, okazał się czarną dziurą. Mapkę odnalazłam dopiero po powrocie do domu.

mapka targów wnętrz salone del Milano

Na targach rządziły tłumy, tak duże, że przy budkach z kawą czy w restauracjach walczyło się o dostanie do lady. No ale można było się tego spodziewać, zważywszy na fakt, że tak jak wspominałam, targi odwiedziłam w sobotę, czyli dzień otwarty dla osób spoza branży wnętrzarskiej. Ale ja mędzę i narzekam. Więc teraz coś pozytywnego.

Podczas targów trafiłam na absolutne perełki w postaci mebli, oświetlenia czy dodatków. Z tego wyjazdu przywiozłam kupę nowych pomysłów i inspiracji. Ku mojemu zaskoczeniu to, co wywarło na mnie największe wrażenie, nie zostało znalezione na targach w Mediolanie, a w restauracji nieopodal katedry Duomo. Na suficie podwieszono wysuszone na wiór drzewko oliwne wraz z korzeniami. Ujęłam to na bardzo złej jakości zdjęciu, które absolutnie nie oddaje wyjątkowości tej „rzeźby”, ale i tak muszę się tym z Wami podzielić.

Wysuszone drzewo oliwne w knajpie w Mediolanie
Umiejętność uchwycenia właściwego kadru podczas robienia zdjęć architektury czy wnętrz, to ogromna sztuka, której dopiero się uczę. Warto czerpać inspirację od osób, które zajmują się tym profesjonalnie – http://fotografia.toczynski.org/ Poniżej prezentuję więc ujęcia lepszych fotografów ode mnie:

Wysuszone drzewo oliwne
Drzewo oliwkowe podwieszane w Mediolanie
Podwieszana rzeźba w postaci drzewka

Dodatkowo, w tym krótkim czasie na mediolańskich targach wnętrz zdążyłam obejrzeć wiele wyjątkowych aranżacji, które zamknięte zostały w kilkunasto/kilkudziesięciometrowych boksach. W zasadzie zdecydowana większość tych przestrzeni przypominała wysokie i okazałe salony.

Podsumowując, jeżeli zamierzasz wybrać się w przyszłości na targi Salone del Mobile di Milano, opracuj wcześniej schemat zwiedzania. Jeżeli dodatkowo zależy Ci na obejrzeniu większości wystaw, zarezerwuj sobie dwa pełne dni. Kilka godzin czy nawet jeden dzień to zdecydowanie za mało.

3 Comments
    1. Cześć Karol, pewnie że będzie! 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *