W sobotę wstałam z zamiarem stworzenia wpisu na temat stylu rustykalnego. Zrobiłam kawę, wygodnie rozsiadłam się na kanapie, rozłożyłam książki, z 50 razy przełożyłam poduszki z prawej na lewą,  z lewej na prawą i na tym skończył się mój piśmienniczy proces twórczy.

Nosiło mnie jednak, czułam potrzebę stworzenia czegoś namacalnego. Spojrzałam w lewą stronę i zobaczyłam świecznik, który już od dawna kuł mnie w oczy. Na jego miejsce miałam zamiar kupić rzeźbę lub jakąś abstrakcyjną figurkę dekoracyjną, która zgrałaby się z innymi przedmiotami stojącymi na komodzie. Moje szare komórki zaczęły intensywniej pracować. Dlaczego nie zrobię tego samodzielnie?

Nowe zastosowanie dla starych przedmiotów

Już kiedyś przyglądałam się mojej zaśniedziałej, zniszczonej i poplątanej biżuterii, widząc w niej jednocześnie potencjał na dekorację. Nic więc dziwnego, że była moją pierwszą myślą, w związku z tym projektem. Wyrzuciłam zawartość całej szuflady na stół i wyselekcjonowałam naszyjniki, bransoletki, kolczyki i inne elementy, które najtrafniej wpasowywały się w moją wizję. Na poniższym zdjęciu widać pewną tendencję dotyczącą mojego gustu – złoto, miedź, biel i czerń ( biżuteria jeszcze przed selekcją).

Złota biżuteria do rzeźby

No dobrze, ale brakowało mi jeszcze czegoś, do czego przymocuję i na czym wyeksponuję to „dzieło”. Ponownie praca mojego mózgu weszła na wyższy level i…. przypomniałam sobie o prezencie, który kiedyś dostałam od siostry. Chiński zestaw do kaligrafii. Skorzystałam z niego raz i zawiedziona swoim antytalentem w tej dziedzinie, schowałam głęboko do szuflady. Prócz pędzli, ochry i jakiejś dziwnej, czerwonej mazi, można było tam znaleźć kamienne bloczki, które widać na poniższym zdjęciu. Jeden z nich służył jako naczynie na farbę i (chyba) jako przyciskarka do papieru. Moja kreatywność dotycząca zastosowania tego elementu na tym się kończyła… aż do teraz.

A gdyby tak pomalować tę płytkę i zamocować do niej całą konstrukcję? To może się udać.

Kamienny bloczek, po obróceniu spodem do góry, zaczyna rozwiewać wątpliwości dotyczące jego nowej funkcji. Po jednej ze stron powierzchnia jest zupełnie gładka, dokładnie taka, na jakiej mi zależało. Wprost idealna baza pod stelaż dla całej kompozycji – ciężka, masywna i stabilna.

Płytki bloczki z kamienia

Brakowało jeszcze jakiegoś „pałąka”, do którego przymocuję ozdobny detal. Skorzystałam z aluminiowego pręta, którego wyniosłam kiedyś z rodzinnego domu Michała (no bo przecież może się przydać). I a jakże, zgodnie z przewidywaniami, w końcu znalazł zastosowanie! Pozostało mi więc zdecydować się na kolorystkę. Pewnie nikogo nie zaskoczy fakt, że dwa elementy stabilizujące pokryłam czarną, matową farbą. Pozostałe detale postanowiłam pozostawić w ich naturalnych kolorach, tzn. różnych odcieniach złota.

Przyszedł czas na zdecydowanie trudniejsze zadanie. Jakby tu zestawić ze sobą wyselekcjonowane biżuteryjne detale? Czy połączyć je z czymś jeszcze? W jaki kształt to ubrać?

Nie będę ściemniać. Zanim podjęłam decyzję co odrzucić, co ewentualnie dodać i na jaką formę się zdecydować, minęły nie 3 godziny, a 3 dni! Aranżacji było tysiąc pięćset sto dziewięćset, a może i więcej. Jęczałam przy tym niemożebnie. Ale udało się, w końcu znalazłam złoty środek.

Dziwny twór, współczesna rzeźba a może figurka ozdobna?

Ostatecznie stworzyłam aranżację, która nawiązuje do czaszki bizona. Ta stylizacja zmusiła mnie do zniszczenia kilku bransoletek oraz zeszlifowania i rozczłonkowania paru naszyjników i łańcuszków. Dodatkowo wymagała ode mnie wycięcia formy w styropianie, co dla kogoś, kto źle reaguje na jego dźwięk, było prawdziwym wyzwaniem. Jako bonus otrzymałam obdrapany manicure, który jeszcze przed przystąpieniem do prac, prezentował się nienagannie.

Szablon czaszki bizona ze styropianu

Krok po kroku

Kompozycyjnie „głowa” bizona pokryta została zaśniedziałymi łańcuszkami o różnej grubości. Pocięłam je na kawałki i w dość przypadkowy sposób przyklejałam do styropianu używając kropelki. Boki łba po części okleiłam wcześniej wspomnianymi łańcuszkami, a po części czarną sznurówką, którą pokryłam dodatkowo akrylową farbą. Rogi wykonałam natomiast ze sztywnego, pozłacanego naszyjnika, tak zwanej obroży. Przecięłam ją na pół i do dwóch przeciwległych końców przymocowałam czarne, podłużne kamienie ozdobne, które pozyskałam z rozbebeszenia bransoletki. Te elementy wbiłam w styropianową bazę, a miejsce łączenia zakamuflowałam wcześniej wspomnianą sznurówką.

Rogi bizona ze złotej obroży na szyję

W tym momencie stanęłam przed ostatnim już wyzwaniem. W jaki sposób połączyć wszystkie elementy. Najwięcej wysiłku włożyłam w zespolenie „pałąka” z płytką bazową. Metodą prób i błędów, w końcu udało się je ze sobą połączyć za pomocą sznura, który posłużył jako element pośredni-spajający. Przymocowanie „czaszki” do stelaża było już mniej wymagające i odbyło się dzięki wbiciu pręta w głowę ze styropianu, a następnie zabezpieczeniu całości za pomocą dużej ilości kleju.

Czarno-złota figurka dekoracyjna na komodę

Ta „rzeźba”, nazwana przeze mnie (niezwykle kreatywnie) złotym bizonem, zajęła niczym podium ważne miejsce w salonie. Całkiem nieźle poprawiła proporcje kompozycji z książek i wpasowała się niczym obraz w ramki stojące tuż za nią.

Czaszka bizona na komodzie

Nie omieszkałam zrobić jej również małej sesji

Przypadkowo, podczas aranżowania "scenografii" okazało się, że moja ozdoba całkiem nieźle sprawdza się również w roli stojaka na biżuterię. Łańcuszki, naszyjniki, bransoletki czy kolczyki przewieszone przez rogi bizona, nadają mu dodatkowo większego luzu i wprowadzają kolor.
Własnoręcznie robiony wieszak stojak na biżuterię
Wykorzystanie starej biżuterii
Stojak na biżuterię własnej roboty
Bizon rzeźba dekoracyjna
Dekoracyjny byk na statywie
Dekoracyjna figurka na komodę
Teraz, i tak już oblepiona farbą i klejem, jestem gotowa na kolejny projekt. Może lampa?
2 Comments
  1. Na usta ciśnie się tylko jedno słowo – WOW! 😀 Czy można to gdzieś kupić?
    Osobiście czekam z niecierpliwością na produkcje w stylu mocno industrialnym…

    Pozdrawiam gorąco 🙂

    1. Dziękuję za miłe słowa! Ta konkretna figurka zostaje ze mną, ale bardzo prawdopodobne, że wystawię kiedyś coś w podobnym klimacie.
      Co do stylu industrialnego – prędzej czy później coś się pojawi, obiecuję. Mam nawet jeden projekt, ale musi poczekać na zakończenie kilku już rozpoczętych 😉

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *